Z ostatniej chwili
Patchworkowa rodzina, tradycja, religia, państwo, rasa: patchworkowe wszystko. Czytaj wiadomość >>> Nadzieje pokładane we wspólną walutę zawiodły: czyli jak Finlandia padła ofiarą euro Czytaj wiadomość >>> Demograficzny imperializm Erdoğana wykorzystuje politykę otwartych granic Czytaj wiadomość >>> 15 marca Trumponomika może upaść Czytaj wiadomość >>> Czy mobilność społeczna (lub jej brak) może być wykładnikiem tego, który kraj jest następny w kolejce, by paść ofiarą “populizmu”? Czytaj wiadomość >>>

Każde referendum jest sprzeczne z interesami Unii Europejskiej

gefira.org

Każde referendum jest sprzeczne z interesami Unii EuropejskiejUnia Europejska to projekt elit. Członkowie tych elit zasiadający w Parlamencie Europejskim i w komisjach, są jednocześnie członkami partii w swoich krajach. A więc Unia musi prowadzić taką politykę, która podoba się partiom rządzącym i im sprzyja. A wyborcy? A obywatele? Co referendum, to okazuje się, że „nie dojrzeli” do Europy, a zatem, jak to onegdaj sformułował James Madison, ojciec amerykańskiej konstytucji: „dobrze sytuowana mniejszość musi być chroniona przed większością”.1)Federalist No. 10, Wikipedia.Za sprawą Unii Europejskiej polityka stała się dla przeciętnego obywatela nieprzejrzysta. Wygląda ona jak labirynt, w którym gdzieś, pomiędzy rządami poszczególnych krajów członkowskich, a Komisją Europejską, między Brukselą, Paryżem, a Berlinem podejmuje się jakieś decyzje, a jeśli coś się nie uda, to właściwie nie ma odpowiedzialnych. Dystans między instytucjami i obywatelami stał się tak duży również i z winy elit, które oddalają się od swoich obywateli. Nie mogą sobie przecież pozwolić na to, żeby do władzy doszli jacyś tam nacjonaliści we Francji, albo w Holandii, albo jacyś tam separatyści w Katalonii. Obywatele idą więc na wybory i wybierają jako wyraz sprzeciwu kogoś innego, ale … to nic nie daje. Właściwie lepiej by było gdyby podarli karty do głosowania, szczególnie te w sprawie ważnych dla UE kwestii. Dowodem jest historia wszystkich unijnych referendów z ostatnich lat.

W 1992 roku Mitterand i Kohl wyrażali podczas spotkania w La Rochelle zadowolenie z rozwoju sytuacji w UE; Mitterand podkreślał, że to właśnie teraz nadszedł czas na rozszerzenie Unii na wschód. Jednak później, gdy dopuszczono, aby Francuzi i Duńczycy wypowiedzieli się w referendum w sprawie Układu z Maastricht, zrzedły im miny– Duńczycy powiedzieli „Nie!”. Taka decyzja małego narodu stającego wobec wielkiego centralistycznego molocha była naturalnym odruchem – 3,5 miliona Duńczyków nie chciało przecież tak łatwo utracić swojej suwerenności i tożsamości. Tego jednak nie mogli zdzierżyć europejscy technokraci – użyli wszelakich sztuczek prawnych i kazali głosować Duńczykom jeszcze raz, ty razem przedstawiając im sprawę w wydaniu hamletowskim: „Chcecie, uparciuchy, być, czy też nie być w Unii?” No i Duńczycy musieli powiedzieć „Tak!”. Natomiast wynik referendum we Francji w dniu 20 września 1992 otarł się o zwycięstwo „eurosceptyków”( 51,05 za przyjęciem Układu, 48,95 przeciw). Wynik ten odmienił jednak Francję. Sceptycyzm wobec liberalnej polityce gospodarczej Unii jest tam obecny do dziś.

Wspólna Europa rosła o nowe kraje i konieczne stały się nowe regulacje, a wśród nich ta najważniejsza: Konstytucja Unii Europejskiej. Tym razem zadufana w sobie mniejszość z Brukseli nie zdecydowała się na referendum w Danii, ale konieczne było jego przeprowadzenie w Irlandii, gdzie według konstytucji tak ważne decyzje muszą być przypieczętowane wolą narodu (w Niemczech niestety tak nie jest). W 2001 Irlandczycy odrzucili Układ z Nicei. A więc biurokraci w Brukseli opakowali wszystko na nowo i próbowali sprzedać Irlandczykom towar pod nazwą Układu z Lizbony. A oni wobec tego w 2008 również powiedzieli „Nie!”. Günther Verheugen powiedział wtedy: „Referendum w jednym tylko kraju nie powinno stać na przeszkodzie najważniejszemu z projektów – politycznemu i ekonomicznemu zjednoczeniu Europy w przyszłości.”2)No to Nice, Jungle World.Politycy Unii i rządzącej w Irlandii Partii Konserwatywnej zaczęli więc tworzyć w kraju klimat strachu, który został wzmocniony kryzysem finansowym. W końcu po 16 miesiącach głosowanie powtórzono, a Bruksela usłyszała upragnione „Tak!”, które nie oznaczało jednak końca procesu ratyfikacyjnego w Unii, który ciągnął się w Unii jeszcze długo, jako nie mile widziany przez jej obywateli.

Sięgając po nowszy przykład: w 2015 Grecy odrzucili zdecydowaną większością dyktat Trojki, a i tak po paru tygodniach pod naciskiem Brukseli, bankierów i tuzów, którzy szybciutko i sprytniutko przemianowali się na Kwadrygę, narzucono im katastrofalnie złe warunki udzielenia pomocy. Tak jak i w przypadku Irlandii wystarczyły groźby o odcięciu dofinansowań, programów pomocowych i temu podobnych działań, które innych Europejczyków kosztują przecież krocie.

Inne „Nie!” też zostało skrytykowane i napiętnowane. Wiosną 2016 Holendrzy opowiedzieli się przeciwko porozumieniu między UE a Ukrainą. „No tego, to już za wiele!”- strażnicy demokracji z Brukseli zareagowali na ten fakt postulując: narodu nie ma po co pytać o jego zdanie. „Jeśli chcemy zniszczyć Europę, to powinniśmy organizować więcej referendów.”3)Luxemburgs Außenminister warnt vor weiteren Referenden, Welt 2016-04-09.powiedział szef dyplomacji Luksemburga. Wtórowała mu przewodnicząca frakcji Zielonych w Parlamencie Europejskim.”Głos ludu w kwestii polityki europejskiej (…), może zaszkodzić istnieniu Unii.”4)EU-Politiker kritisieren nationale Volksabstimmungen, Zeit 2016-04-08.

Na koniec pozwalamy sobie na jeszcze jeden cytat James’a Madison’a: „Tak naprawdę należy nie ufać wszystkim, którzy są przy władzy”5)James Madison, nur-zitate-com.

 

References   [ + ]

1. Federalist No. 10, Wikipedia.
2. No to Nice, Jungle World.
3. Luxemburgs Außenminister warnt vor weiteren Referenden, Welt 2016-04-09.
4. EU-Politiker kritisieren nationale Volksabstimmungen, Zeit 2016-04-08.
5. James Madison, nur-zitate-com.